
Zostań ze mną
Fragment
Zeskoczyło z podestu muszli koncertowej. Spojrzało przez ramię na częściowo zarośnięte i obłażące z farby drzwi. Kiedyś pod sceną znajdowała się restauracja; przegapiło moment, gdy znikła. Może długo nie zaglądało tutaj, a może po prostu nie zwróciło uwagi. Świat zmieniał się tak szybko…
Przeszło przez boisko. Gruboziarnisty asfalt pokryty naniesionym piaskiem chrzęścił pod podeszwami butów, szeleściły spodnie i wiosenny płaszcz, ale poza tym w parku panowała nienaturalna cisza.
Nienaturalna z punktu widzenia zwykłych ludzi – a ich tu nie było.
Jeszcze.
– W imię tego, co był – szepnęło. – W imię tego, co będzie.
Obróciło się na palcach – piasek zachrzęścił głośniej, zadzwoniły szklane dzwonki – spojrzało w głąb białej muszli, uśmiechnęło się wyzywająco do flankujących ją z obu stron drzew. Te odpowiedziały niepokojącym szumem.
– W imię tego, co jest zawsze – dokończyło i pstryknęło palcami.
Dźwięk pomknął przez nieruchome powietrze, odbił się od betonowego łuku i wrócił do anioła. Powietrze wybuchło odgłosem tłuczonego szkła, jakby na ziemię waliły się okna z całego wieżowca, ale na czarnym asfalcie nie pojawił się ani jeden nowy odłamek. Granica między rzeczywistościami upadła i park wypełnił śpiew ptaków.
Ruszyło niespiesznie w stronę cmentarza. Uśmiechało się, ale nie dlatego, że było radosne. Uczucie radości towarzyszyło onemu zawsze, ale rozumiało ją inaczej niż ludzie. Nie była czymś chwilowym, pochodzącym z zewnątrz: ze śpiewu ptaków, śmiechu znajomych i skrzypienia dziecięcego wózka, co miało zniknąć prędzej czy później. Przepełniająca je emocja wynikała bezpośrednio z tego, że trwało skąpane w blasku łaski.
Skobel zazgrzytał, zaskrzypiały zawiasy furtki, ptaki oburzyły się hałasem i umilkły, a ono szło dalej, póki nie znalazło właściwego grobu.
– Panie Henryku.
Starszy mężczyzna o pogodnej, zniszczonej przez wiek twarzy spojrzał na anioła i zmrużył wodniste oczy. Spróbował odpowiedzieć, ale jedna strona ust nie chciała go słuchać i wydał z siebie tylko niezrozumiały dla ludzi bulgot.
– Nie, to już nie będzie bolało – odpowiedziało mu.
Po latach zamknięcia w mięsie dusze miewały problem z mówieniem inaczej niż poruszając ustami – teraz wraz z całym ciałem pogrzebanymi w niedawno zasypanym grobie. Próbowały utrzymać kształt, w jakim istniały przez dziesięciolecia, i sprawić, aby zadziałał. To rzadko się udawało. Zgodnie z prawem tego świata powoli rozlewały się i rozciągały, wracając do swojej pierwotnej formy, a zadaniem anioła-przewoźnika było zabrać je do pierwszej rozety, nim zupełnie utracą pamięć tego, że kiedyś były człowiekiem.
– Belén?!
Pan Henryk siedział nieruchomo i wpatrywał się we własny grób. Nie zwrócił uwagi na głos, który wybił się ponad szum drzew i śpiew ptaków, ani na istotę idącą w ich stronę. Opiekuna – jednego z aniołów, którzy trzymali pieczę nad miejscami świętymi. Dbali, aby zło nie wślizgnęło się do nich, nie zapuściło tam korzeni i nie zaczęło wrastać w ludzi, szukających w nich schronienia. W hierarchii stało na równi z innymi aniołami, które spędzały swój czas ukryte na ziemi – było równe stróżom, pomostom i przewoźnikom, ale pod Hierarchią istniała hierarchia i choć nie powinni, to jedni patrzyli z góry na innych. Stróże na wszystkich, opiekunowie na przewoźników, przewoźnicy na opiekunów, pomosty na stróży.
– Lehi…
[…]
Tarnowskie Góry Miejskie Opowieści 3
Wydawca: Almaz
Do zdobycia...
Na przykład na EsEf
Spis treści
Piotr Tango
Trzynaście srebrnych florenów
Dagmara Adwentowska
Wbrew naturze
Marek Żelkowski
Ciemność budzi światło
Agnieszka Żak
Największe bogactwo Tarnowskich Gór
Marcel Baron
Pan Szelest albo wszystkie śmierci mojego ojca
Katarzyna Rupiewicz
Szarlej
Rafał Sala
Ofiara
Aleksandra Bednarska
Koliba i jego mali pomocnicy
Marta Magdalena Lasik
Zostań ze mną
Dariusz Barczewski i Kazimierz Kyrcz Jr
Afera z posoką w tle
Krzysztof Baranowski
Klątwa Sztolni Czarnego Pstrąga
Tarnowskie Góry Miejskie Opowieści 3
Wydawca: Almaz
Do zdobycia...
Na przykład na EsEf
Spis treści
Piotr Tango
Trzynaście srebrnych florenów
Dagmara Adwentowska
Wbrew naturze
Marek Żelkowski
Ciemność budzi światło
Agnieszka Żak
Największe bogactwo Tarnowskich Gór
Marcel Baron
Pan Szelest albo wszystkie śmierci mojego ojca
Katarzyna Rupiewicz
Szarlej
Rafał Sala
Ofiara
Aleksandra Bednarska
Koliba i jego mali pomocnicy
Marta Magdalena Lasik
Zostań ze mną
Dariusz Barczewski i Kazimierz Kyrcz Jr
Afera z posoką w tle
Krzysztof Baranowski
Klątwa Sztolni Czarnego Pstrąga
fragment
Zeskoczyło z podestu muszli koncertowej. Spojrzało przez ramię na częściowo zarośnięte i obłażące z farby drzwi. Kiedyś pod sceną znajdowała się restauracja; przegapiło moment, gdy znikła. Może długo nie zaglądało tutaj, a może po prostu nie zwróciło uwagi. Świat zmieniał się tak szybko…
Przeszło przez boisko. Gruboziarnisty asfalt pokryty naniesionym piaskiem chrzęścił pod podeszwami butów, szeleściły spodnie i wiosenny płaszcz, ale poza tym w parku panowała nienaturalna cisza.
Nienaturalna z punktu widzenia zwykłych ludzi – a ich tu nie było.
Jeszcze.
– W imię tego, co był – szepnęło. – W imię tego, co będzie.
Obróciło się na palcach – piasek zachrzęścił głośniej, zadzwoniły szklane dzwonki – spojrzało w głąb białej muszli, uśmiechnęło się wyzywająco do flankujących ją z obu stron drzew. Te odpowiedziały niepokojącym szumem.
– W imię tego, co jest zawsze – dokończyło i pstryknęło palcami.
Dźwięk pomknął przez nieruchome powietrze, odbił się od betonowego łuku i wrócił do anioła. Powietrze wybuchło odgłosem tłuczonego szkła, jakby na ziemię waliły się okna z całego wieżowca, ale na czarnym asfalcie nie pojawił się ani jeden nowy odłamek. Granica między rzeczywistościami upadła i park wypełnił śpiew ptaków.
Ruszyło niespiesznie w stronę cmentarza. Uśmiechało się, ale nie dlatego, że było radosne. Uczucie radości towarzyszyło onemu zawsze, ale rozumiało ją inaczej niż ludzie. Nie była czymś chwilowym, pochodzącym z zewnątrz: ze śpiewu ptaków, śmiechu znajomych i skrzypienia dziecięcego wózka, co miało zniknąć prędzej czy później. Przepełniająca je emocja wynikała bezpośrednio z tego, że trwało skąpane w blasku łaski.
Skobel zazgrzytał, zaskrzypiały zawiasy furtki, ptaki oburzyły się hałasem i umilkły, a ono szło dalej, póki nie znalazło właściwego grobu.
– Panie Henryku.
Starszy mężczyzna o pogodnej, zniszczonej przez wiek twarzy spojrzał na anioła i zmrużył wodniste oczy. Spróbował odpowiedzieć, ale jedna strona ust nie chciała go słuchać i wydał z siebie tylko niezrozumiały dla ludzi bulgot.
– Nie, to już nie będzie bolało – odpowiedziało mu.
Po latach zamknięcia w mięsie dusze miewały problem z mówieniem inaczej niż poruszając ustami – teraz wraz z całym ciałem pogrzebanymi w niedawno zasypanym grobie. Próbowały utrzymać kształt, w jakim istniały przez dziesięciolecia, i sprawić, aby zadziałał. To rzadko się udawało. Zgodnie z prawem tego świata powoli rozlewały się i rozciągały, wracając do swojej pierwotnej formy, a zadaniem anioła-przewoźnika było zabrać je do pierwszej rozety, nim zupełnie utracą pamięć tego, że kiedyś były człowiekiem.
– Belén?!
Pan Henryk siedział nieruchomo i wpatrywał się we własny grób. Nie zwrócił uwagi na głos, który wybił się ponad szum drzew i śpiew ptaków, ani na istotę idącą w ich stronę. Opiekuna – jednego z aniołów, którzy trzymali pieczę nad miejscami świętymi. Dbali, aby zło nie wślizgnęło się do nich, nie zapuściło tam korzeni i nie zaczęło wrastać w ludzi, szukających w nich schronienia. W hierarchii stało na równi z innymi aniołami, które spędzały swój czas ukryte na ziemi – było równe stróżom, pomostom i przewoźnikom, ale pod Hierarchią istniała hierarchia i choć nie powinni, to jedni patrzyli z góry na innych. Stróże na wszystkich, opiekunowie na przewoźników, przewoźnicy na opiekunów, pomosty na stróży.
– Lehi…
Koniec fragmentu.
Całe opowiadanie możesz przeczytać w antologii „Sny Umarłych 2024. Polski rocznik weird fiction”.
Możesz ją kupić na przykład bezpośrednio u wydawcy

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.