
Zapaść
Fragment
– Wujku?
Im bliżej było niebo, tym mocniej wątpliwości odciskały się na myślach Udo. Póki wysoka przełęcz pozostawała ukryta za szczytami, potrafił przekonać samego siebie, że to tylko zmęczenie. Nie – brak wiary w własną decyzję, a chęć zaśnięcia pod solidnym dachem, założenia czystych skarpet i zjedzenia dobrego posiłku podważa słuszność dalszej wędrówki. Teraz, gdy cel był już widoczny, Udo Kampard nie potrafił dalej się okłamywać. Gdy Isa, jego młodsza siostra, pani grani i szczytów, w ciszy swoich prywatnych pokoi powiedziała mu, że jej syn nie żyje, że dziecko, które znał przez ostatnie trzy lata, to lustrzaniec podszywający się pod Lio, i przestrzegła, by on – Udo – nie zrobił niczego głupiego, nie posłuchał. Nie dlatego, że wierzył w szepty ludzi, przekonanych, że pani grani i szczytów nienawidzi swojego syna. Że nienawidzi mężczyzn w ogóle. Nie zabrał Lio, by w ukryciu wychować go na politycznego pionka ani by użyć go jako karty przetargowej. Dwa tygodnie temu wszedł do pokoju siostrzeńca i pod osłoną nocy wyprowadził chłopca z miasta tylko po to, żeby udowodnić Isie, że to ona nie ma racji. Tak, los uczynił Lio innym, ale to tyle. Nazwanie go tworem zdziczałej magii było okrutne. Cokolwiek pani grani i szczytów chciała w ten sposób osiągnąć, nie miało znaczenia, bo mówiła o swoim synu. Wtedy Udo w to nie wątpił. Teraz?
– Też – szepnął tak cicho, że wiatr go zagłuszył.
Odetchnął rześkim powietrzem i spojrzał na ledwie widoczną ścieżkę. Gdyby nie wyryte w kamieniach symbole, mógłby jej nie dostrzec, ale już zostawili za sobą lasy oraz kosodrzewinę, kurczowo trzymającą się skał, i nie miało większego znaczenia, którędy idą, byleby zmierzali w górę. W blasku coraz niżej wiszącego słońca Udo miał wrażenie, że widzi szkielety bestii na przełęczy. Zacisnął mocniej dłoń na lejcach muła i przyspieszył. Jego siostrzeniec, ubrany tak szczelnie, że wuj ledwie dostrzegał jego oczy, łypiące ciekawie spod kaptura, siedział na grzbiecie zwierzęcia i milczał. W głowie mężczyzny pojawiła się myśl, że powinien coś powiedzieć, przerwać wielogodzinną, wypełnioną jedynie świstem wiatru ciszę – ale szybko znikła. Każde słowo pogłębiłoby kłamstwo, które budował od nocy, gdy zabrał Lio z domu. Powiedział, że udają się w podróż do elfów, by te uleczyły skórę chłopca pokrywającą się pęcherzami nawet w niezbyt słoneczne dni oraz oczy niezdolne dostrzec tego, co daleko. Kłamał. Elfy nie mogły tu pomóc. Dawno temu Isa wynajęła dwójkę magów, by poszli do zamieszkanej przez nie doliny i zapytali, czy jest to możliwe. Wieści, które przynieśli, były smutne. Nie istniało zaklęcie zdolne wlać kolor w jasne włosy i sprawić, że chłopiec mógłby wieść normalne życie.
Do chaty dla wędrowców doszli, gdy słońce dotykało ośnieżonych szczytów. Proste schronienie wykuto częściowo w skale, z góry okryto deskami i obsypano kamieniami. W środku znajdowały się skromne łóżka, palenisko i nieco drewna oraz siana. Absolutne minimum, pozbawione jakichkolwiek wygód spotykanych na bardziej uczęszczanych szlakach. Znak, że wędrowcy są mile widziani w dolinie po drugiej stronie przełęczy – ale też, że nie dociera ich tu tylu, by bardziej się dla nich starać. Leżąc, Udo słuchał wiatru i starał się nie wiercić za bardzo, bo Lio spał zwinięty między nim a ścianą. Czuł ciepło jego ciała i to, jak unosiła się klatka piersiowa – nie miał wątpliwości, jaką odpowiedź usłyszy kolejnego dnia. Isa się myliła. Zasypiając, mężczyzna oczyma wyobraźni widział się, jak wraca do domu w najciemniejszą noc i rozmawia z siostrą pod tym samym niebieskim sufitem, co wcześniej, a ona go przeprasza; dziękuje, że jej nie uwierzył, że zadbał o Lio, że wyruszył w tę podróż.
[…]
Handlarze iluzji
Wydawca: Śląski Klub Fantastyki
ISBN: 978-83-973354-0-0
Ilość stron: 234
Premiera: 8 listopada 2025
Do zdobycia...
Na konwentach, na których jest stoisko ŚKF-u oraz przez stronę internetową Sekcji Literackiej Logrus.
Spis treści
Marta Ryczko
Oku
Aleksandra Olma
(Bez)barwna mapa do szczęścia
Anna Kańtoch
Kap, kap
Joanna Nałęcz
Sis
Katarzyna Rupiewicz
Wsi spokojna…
Aleksandra Cebo
Gwiazdka z nieba
Marta Magdalena Lasik
Zapaść
Alicja Tempłowicz
Prochem jesteś
Handlarze iluzji
Wydawca: Śląski Klub Fantastyki
ISBN: 978-83-973354-0-0
Ilość stron: 234
Premiera: 8 listopada 2025
Do zdobycia...
Na konwentach, na których jest stoisko ŚKF-u oraz przez stronę internetową Sekcji Literackiej Logrus.
Spis treści
Marta Ryczko
Oku
Aleksandra Olma
(Bez)barwna mapa do szczęścia
Anna Kańtoch
Kap, kap
Joanna Nałęcz
Sis
Katarzyna Rupiewicz
Wsi spokojna…
Aleksandra Cebo
Gwiazdka z nieba
Marta Magdalena Lasik
Zapaść
Alicja Tempłowicz
Prochem jesteś
fragment
Wujku?
Im bliżej było niebo, tym mocniej wątpliwości odciskały się na myślach Udo. Póki wysoka przełęcz pozostawała ukryta za szczytami, potrafił przekonać samego siebie, że to tylko zmęczenie. Nie – brak wiary w własną decyzję, a chęć zaśnięcia pod solidnym dachem, założenia czystych skarpet i zjedzenia dobrego posiłku podważa słuszność dalszej wędrówki. Teraz, gdy cel był już widoczny, Udo Kampard nie potrafił dalej się okłamywać. Gdy Isa, jego młodsza siostra, pani grani i szczytów, w ciszy swoich prywatnych pokoi powiedziała mu, że jej syn nie żyje, że dziecko, które znał przez ostatnie trzy lata, to lustrzaniec podszywający się pod Lio, i przestrzegła, by on – Udo – nie zrobił niczego głupiego, nie posłuchał. Nie dlatego, że wierzył w szepty ludzi, przekonanych, że pani grani i szczytów nienawidzi swojego syna. Że nienawidzi mężczyzn w ogóle. Nie zabrał Lio, by w ukryciu wychować go na politycznego pionka ani by użyć go jako karty przetargowej. Dwa tygodnie temu wszedł do pokoju siostrzeńca i pod osłoną nocy wyprowadził chłopca z miasta tylko po to, żeby udowodnić Isie, że to ona nie ma racji. Tak, los uczynił Lio innym, ale to tyle. Nazwanie go tworem zdziczałej magii było okrutne. Cokolwiek pani grani i szczytów chciała w ten sposób osiągnąć, nie miało znaczenia, bo mówiła o swoim synu. Wtedy Udo w to nie wątpił. Teraz?
– Też – szepnął tak cicho, że wiatr go zagłuszył.
Odetchnął rześkim powietrzem i spojrzał na ledwie widoczną ścieżkę. Gdyby nie wyryte w kamieniach symbole, mógłby jej nie dostrzec, ale już zostawili za sobą lasy oraz kosodrzewinę, kurczowo trzymającą się skał, i nie miało większego znaczenia, którędy idą, byleby zmierzali w górę. W blasku coraz niżej wiszącego słońca Udo miał wrażenie, że widzi szkielety bestii na przełęczy. Zacisnął mocniej dłoń na lejcach muła i przyspieszył. Jego siostrzeniec, ubrany tak szczelnie, że wuj ledwie dostrzegał jego oczy, łypiące ciekawie spod kaptura, siedział na grzbiecie zwierzęcia i milczał. W głowie mężczyzny pojawiła się myśl, że powinien coś powiedzieć, przerwać wielogodzinną, wypełnioną jedynie świstem wiatru ciszę – ale szybko znikła. Każde słowo pogłębiłoby kłamstwo, które budował od nocy, gdy zabrał Lio z domu. Powiedział, że udają się w podróż do elfów, by te uleczyły skórę chłopca pokrywającą się pęcherzami nawet w niezbyt słoneczne dni oraz oczy niezdolne dostrzec tego, co daleko. Kłamał. Elfy nie mogły tu pomóc. Dawno temu Isa wynajęła dwójkę magów, by poszli do zamieszkanej przez nie doliny i zapytali, czy jest to możliwe. Wieści, które przynieśli, były smutne. Nie istniało zaklęcie zdolne wlać kolor w jasne włosy i sprawić, że chłopiec mógłby wieść normalne życie.
Do chaty dla wędrowców doszli, gdy słońce dotykało ośnieżonych szczytów. Proste schronienie wykuto częściowo w skale, z góry okryto deskami i obsypano kamieniami. W środku znajdowały się skromne łóżka, palenisko i nieco drewna oraz siana. Absolutne minimum, pozbawione jakichkolwiek wygód spotykanych na bardziej uczęszczanych szlakach. Znak, że wędrowcy są mile widziani w dolinie po drugiej stronie przełęczy – ale też, że nie dociera ich tu tylu, by bardziej się dla nich starać. Leżąc, Udo słuchał wiatru i starał się nie wiercić za bardzo, bo Lio spał zwinięty między nim a ścianą. Czuł ciepło jego ciała i to, jak unosiła się klatka piersiowa – nie miał wątpliwości, jaką odpowiedź usłyszy kolejnego dnia. Isa się myliła. Zasypiając, mężczyzna oczyma wyobraźni widział się, jak wraca do domu w najciemniejszą noc i rozmawia z siostrą pod tym samym niebieskim sufitem, co wcześniej, a ona go przeprasza; dziękuje, że jej nie uwierzył, że zadbał o Lio, że wyruszył w tę podróż.
[…]

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.