Raz, dwa, trzy! Baba Jaga patrzy

fragment

Wiedziała, że to nie dzieje się naprawdę, że zabezpieczenia i procedury nie pozwoliłyby, aby ta sytuacja zaistniała. Jednocześnie wszystko wydawało się realne. Zapach kontenera, posmak pseudokawy, nawet faktura plastiku pokrywki nad przyciskiem awaryjnego odstawienia turbozespołu. Żanna czuła chropowatość jej powierzchni, jakby naprawdę była w nastawni Pierwszej Wrocławskiej Elektrowni Heliotermalnej.

To bez sensu! krzyczała nieuśpionym fragmentem świadomości, ale to nie miało znaczenia. Było jak mówienie do bohaterów filmu, którzy – jak ona – pozostawali więźniami scenariusza. Tylko że dla nich napisał go inny człowiek. Ten Żanny pochodził z jej własnej głowy.
Plastik odskoczył, odsłaniając powleczony antypoślizgową gumą przycisk. Wdusiła go powoli. Trzydzieści metrów dalej, u stóp wieży zwieńczonej zbiornikiem stopionej soli, turbina i generator Pierwszej Wrocławskiej EHT zaczęły zwalniać. W nastawni Żanna patrzyła na czerwone cyfry pokazujące prędkość obrotową turbozespołu.

3001
2987
2845

Za chwilę automatyka miała uruchomić pompę oleju lewarowego, by wirniki nie opadły na panewki łożysk i tarcie nie uszkodziło ich bezpowrotnie. To było ważne! Nie odwracając wzroku od czerwonych cyfr, Żanna sięgnęła ku kolejnemu przyciskowi.

2789
2687

Wbrew zdrowemu rozsądkowi wcisnęła go, a wtedy pompy – choć jeszcze nie rozpędziły się na dobre – zaczęły zwalniać. Prąd przestał płynąć do położonej kilka kilometrów dalej Wrokologii 1. Znikła w niej sieć, zamarło Życie. Cisza wlewała się przez wielki otwór centralny na powierzchni i wirem opadała ku najciaśniejszym tarasom na samym dole. Banki energii zasiliły oświetlenie awaryjne i uruchomiły wentylatory rezerwowe. Z głośników popłynął kobiecy głos nawołujący do zachowania spokoju, pozostania w mieszkaniach i czekania na instrukcje. Ale ludzie nie słuchali.
Krzyk wściekłości narastał w ich gardłach. Wlano im w oczy ciemność. Wyrwano ich z Życia. Zabrano im nieograniczony, pełen możliwości świat i brutalnie rzucono w ten materialny. A kiedy w końcu wrzask wydobył się z ich ust, słychać w nim było tylko strach.
Zawieszona ponad nimi, wszechwiedząca snem Żanna patrzyła, jak przerażeni wychodzili na korytarze, wytężali wzrok, wpadali na siebie, gdy brnęli, niczym ćmy do światła, ku otworowicentralnemu. Dopadali barierek, zadzierali głowy ku szerokiemu oku leja, ale ono też było ciemne. Nie spoglądały na nich stamtąd ani Księżyc, ani gwiazdy. Nie widziały, jak wychylali się coraz bardziej, napierali na siebie mocniej, aż wreszcie stal i kompozyt ustąpiły pod ich ciężarem. Nie patrzyły, jak ludzie spadali z niecichnącym krzykiem ku ciemności w dole niczym upadłe anioły połamanych skrzydłach.
Sen wypuścił Żannę.
Cisza nocy świdrowała w jej głowie. Sprawiała, że wydarzenia z koszmaru nie rozpływały się, a wręcz przeciwnie – widziała je coraz wyraźniej pod powiekami, ilekroć mrugnęła. I nie pomagała świadomość, że to wszystko było niemożliwe. Że automatyka nie pozwoliłaby na to. Że arkologię zasilała jeszcze elektrownia wiatrowa. Że nawet jeśli ta byłaby offline, to akumulatornie mogły utrzymać niemal normalne funkcjonowanie obiektu przez ponad tydzień…
Żanna zacisnęła dłoń na nadgarstku. Wbiła paznokcie w skórę i skupiła się na bólu, na własnym oddechu, na odległym świście łopat turbin wiatrowych zainstalowanych na nasypie dawnej AOW. Nie była pewna, jak długo tak trwała, nim poczuła się panią samej siebie i znalazła dość odwagi, aby wstać, ale pogłos dzwonów Macierzyństwa wybijających dwudziestą trzecią jeszcze nie zakłócił ciszy nocy. Miała czas. […]

Fikcja klimatyczna w Polsce
Wydawca: Stowarzyszenie Klub Miłośników Fantastyki „Biały Kruk” 
Premiera: 11.07.2026
ISBN: 978-83-967313-7-1

Do zdobycia...

Na przykład w sklepie Wydawnictwa IX, na konwentach.

A jako *.pdf do pobrania ze strony Magazynu Biały Kruk

Spis treści
Marta Magdalena Lasik
   Raz, dwa, trzy! Baba Jaga patrzy
 
Ewa Marczyńska-Goldstein
   Tradycyjne role społeczne
 
Martyna Biesiada
   Opowieść miłosna o końcu świata
 
Sida Olesiak
   Rodzinny interes
 
Małgorzata Lewandowska
   Wolne blokowiska
 
Natalia Ciejka
   Po ile dziś powietrze?
 
Mateusz Wyszyński
   Ziemia ma się świetnie!
 
Artur Siwek
   Zerec
 
Istvan Vizvary
   Tylko to się liczy
 
Karol Ligecki
   Marek, Anna i Bartek
 
Tomasz Kozłowski
   Odłamki pór roku
 
Marta Gidyńska
   Hemimetabolia
 
Jakub Sokołowski
   Tożsamość narodowa
 
Paweł Jakub Domownik
   Morowy chłopak
 
Romuald Pawlak
   Rozwiewa się mgła nad Niebiańskimi Grobami

Fikcja klimatyczna w Polsce
Wydawca: Stowarzyszenie Klub Miłośników Fantastyki „Biały Kruk” 
Premiera: 11.07.2026
ISBN: 978-83-967313-7-1

Do zdobycia...

Na przykład w sklepie Wydawnictwa IX, na konwentach.

A jako *.pdf do pobrania ze strony Magazynu Biały Kruk

Spis treści
Marta Magdalena Lasik
   Raz, dwa, trzy! Baba Jaga patrzy
 
Ewa Marczyńska-Goldstein
   Tradycyjne role społeczne
 
Martyna Biesiada
   Opowieść miłosna o końcu świata
 
Sida Olesiak
   Rodzinny interes
 
Małgorzata Lewandowska
   Wolne blokowiska
 
Natalia Ciejka
   Po ile dziś powietrze?
 
Mateusz Wyszyński
   Ziemia ma się świetnie!
 
Artur Siwek
   Zerec
 
Istvan Vizvary
   Tylko to się liczy
 
Karol Ligecki
   Marek, Anna i Bartek
 
Tomasz Kozłowski
   Odłamki pór roku
 
Marta Gidyńska
   Hemimetabolia
 
Jakub Sokołowski
   Tożsamość narodowa
 
Paweł Jakub Domownik
   Morowy chłopak
 
Romuald Pawlak
   Rozwiewa się mgła nad Niebiańskimi Grobami

fragment

Wiedziała, że to nie dzieje się naprawdę, że zabezpieczenia i procedury nie pozwoliłyby, aby ta sytuacja zaistniała. Jednocześnie wszystko wydawało się realne. Zapach kontenera, posmak pseudokawy, nawet faktura plastiku pokrywki nad przyciskiem awaryjnego odstawienia turbozespołu. Żanna czuła chropowatość jej powierzchni, jakby naprawdę była w nastawni Pierwszej Wrocławskiej Elektrowni Heliotermalnej.


To bez sensu! krzyczała nieuśpionym fragmentem świadomości, ale to nie miało znaczenia. Było jak mówienie do bohaterów filmu, którzy – jak ona – pozostawali więźniami scenariusza. Tylko że dla nich napisał go inny człowiek. Ten Żanny pochodził z jej własnej głowy.
Plastik odskoczył, odsłaniając powleczony antypoślizgową gumą przycisk. Wdusiła go powoli. Trzydzieści metrów dalej, u stóp wieży zwieńczonej zbiornikiem stopionej soli, turbina i generator Pierwszej Wrocławskiej EHT zaczęły zwalniać. W nastawni Żanna patrzyła na czerwone cyfry pokazujące prędkość obrotową turbozespołu.


3001
2987
2845


Za chwilę automatyka miała uruchomić pompę oleju lewarowego, by wirniki nie opadły na panewki łożysk i tarcie nie uszkodziło ich bezpowrotnie. To było ważne! Nie odwracając wzroku od czerwonych cyfr, Żanna sięgnęła ku kolejnemu przyciskowi.


2789
2687


Wbrew zdrowemu rozsądkowi wcisnęła go, a wtedy pompy – choć jeszcze nie rozpędziły się na dobre – zaczęły zwalniać. Prąd przestał płynąć do położonej kilka kilometrów dalej Wrokologii 1. Znikła w niej sieć, zamarło Życie. Cisza wlewała się przez wielki otwór centralny na powierzchni i wirem opadała ku najciaśniejszym tarasom na samym dole. Banki energii zasiliły oświetlenie awaryjne i uruchomiły wentylatory rezerwowe. Z głośników popłynął kobiecy głos nawołujący do zachowania spokoju, pozostania w mieszkaniach i czekania na instrukcje. Ale ludzie nie słuchali.
Krzyk wściekłości narastał w ich gardłach. Wlano im w oczy ciemność. Wyrwano ich z Życia. Zabrano im nieograniczony, pełen możliwości świat i brutalnie rzucono w ten materialny. A kiedy w końcu wrzask wydobył się z ich ust, słychać w nim było tylko strach.
Zawieszona ponad nimi, wszechwiedząca snem Żanna patrzyła, jak przerażeni wychodzili na korytarze, wytężali wzrok, wpadali na siebie, gdy brnęli, niczym ćmy do światła, ku otworowicentralnemu. Dopadali barierek, zadzierali głowy ku szerokiemu oku leja, ale ono też było ciemne. Nie spoglądały na nich stamtąd ani Księżyc, ani gwiazdy. Nie widziały, jak wychylali się coraz bardziej, napierali na siebie mocniej, aż wreszcie stal i kompozyt ustąpiły pod ich ciężarem. Nie patrzyły, jak ludzie spadali z niecichnącym krzykiem ku ciemności w dole niczym upadłe anioły połamanych skrzydłach.
Sen wypuścił Żannę.
Cisza nocy świdrowała w jej głowie. Sprawiała, że wydarzenia z koszmaru nie rozpływały się, a wręcz przeciwnie – widziała je coraz wyraźniej pod powiekami, ilekroć mrugnęła. I nie pomagała świadomość, że to wszystko było niemożliwe. Że automatyka nie pozwoliłaby na to. Że arkologię zasilała jeszcze elektrownia wiatrowa. Że nawet jeśli ta byłaby offline, to akumulatornie mogły utrzymać niemal normalne funkcjonowanie obiektu przez ponad tydzień…
Żanna zacisnęła dłoń na nadgarstku. Wbiła paznokcie w skórę i skupiła się na bólu, na własnym oddechu, na odległym świście łopat turbin wiatrowych zainstalowanych na nasypie dawnej AOW. Nie była pewna, jak długo tak trwała, nim poczuła się panią samej siebie i znalazła dość odwagi, aby wstać, ale pogłos dzwonów Macierzyństwa wybijających dwudziestą trzecią jeszcze nie zakłócił ciszy nocy. Miała czas.