Głos

Cyberpunk na Śląsku.

Pomyśl o dźwiękach nocy, o trzasku w ciemności, pracujących ścianach, o puszce toczonej ulicą przez wiatr, o kapaniu wody, o szumie chłodziarki i tykaniu zegara. Pomyśl o chrapaniu sąsiada przesączającym się przez cienką ścianę, o własnym oddechu i strzelaniu stawów, gdy przewracasz się z boku na bok, nie mogąc zasnąć.

A teraz zwielokrotnij to sto razy.

Niech ta kakofonia dźwięków przyklei się do twoich myśli i zacznie szarpać nerwami. Niech wypełni wszystko wokół. Zmusi cię do szukania sensu, słów, przesłania, choć przecież wiesz, że ich tam nie ma. Że to tylko twój zaspany mózg próbuje przypisać znajome nazwy nieznanemu.

Pareidolia – nic więcej.

A najgorsze i tak jest to, że gdy zmęczenie w końcu odeśle cię do krainy snów, ta pieśń nie zniknie. Gdy obudzisz się rano, już będzie dźwięczała ci w uszach. Zbyt cicha, aby ją powtórzyć, aby naprawdę cokolwiek zrozumieć, ale zbyt głośna, by skupić się na czymkolwiek innym.

48%

To właśnie słyszała Danka, wpatrując się w pasek postępu zgrywania danych z terminala w ciemnej maszynowni Black Star Resort, piętnaście metrów pod ziemią, sto trzydzieści siedem metrów w linii prostej od najbliższego wyjścia z kompleksu, do którego mogła dostać się tylko przez drzwi, w których stała szamanka.

68%

Niewidząca była drobna, niedożywiona i nie stawiłaby oporu, gdyby ją odepchnąć – Danka nie potrzebowałaby do tego więcej siły niż do strzepnięcia kurzu z rękawa standardu, ale gdyby odważyła się to zrobić, nie byłaby pewna, czy dotarłaby żywa do wyjścia.

76%

Ociemnieni byli spokojni. Żyli w ruinie hotelu w strefie wykluczenia, nigdy nie bronili Dance dostępu do terminala w maszynowni, nigdy nie skrzywdzili strażników pilnujących granicy zony, nie zadawali pytań, nie prosili o nic i trzymali się na dystans.

97%

Obserwowali ją, tak jak ona obserwowała ich – z daleka, kątem oka i w milczeniu. Niewidzące były ich szamankami, kapłankami. Danka nie była pewna, jak je nazywać, ale wiedziała, że dla pozostałych członków grupy są bardzo ważne.

Niewidząca fałszowała. Głoski formowały się na jej ustach w sylaby. Sylaby w słowa, które nie istniały, ale im dłużej to trwało, tym więcej niesłów znajdował złakniony sensu mózg Danki. Dopasowywał znaczenia, dopowiadał dźwięki, interpretował, nawet gdy Danka starała się ignorować śpiew szamanki. Słyszała dużo ź, sz, ź i ło. Chwilami wyłapywała niewyraźne przyszło, mówi i coś, co brzmiało jak przełaj albo przelej – nie była pewna.

Odwróciła się.

Niewidząca stała w progu – w sukience z za dużej koszuli standardu, blada, z opuchniętymi ustami, mokrymi włosami klejącymi się do zapadniętych policzków i kościstych ramion. Z czerwonymi śladami pocałunków na szyi, siniakami w kształcie dłoni na nogach, bo gdy nie ma dostępu do farmaceutyków, trzeba inaczej wychodzić z siebie, wyzwalać świadomość z okowów ciała… Danka nie widziała tego na własne oczy, ale strażnicy opowiadali jej, jakie odgłosy niosły się nad wodą w ciche noce. Oczy niewidzącej były czarne jak tafla zalewu, patrzyły uważnie – nie była ślepa, a tytuł był właśnie tylko tym: tytułem. KnowYou dopasował do niej wizytówkę i mała zielona ramka pojawiła się obok kobiety niczym metka doszyta do jej ramienia: Karolina Sarowska, 29 lat, zaginiona od ośmiu miesięcy, ocena społeczna 91/100/AA, lingwistka, analityczka, ostatni raz widziana w TG…

100%

Dance drżały dłonie, gdy wyjmowała wpinacz, na który zgrała dane z gniazda, i chowała go do szyfrowanej saszetki na biodrze. Nigdy wcześniej nie słyszała śpiewu niewidzącej. Nucenie, zawodzenie, jęki – tak, ale jeszcze nigdy nie brzmiało to tak bardzo jak pieśń.

– Skończyłam – oznajmiła, a echo powtórzyło po niej, nadając słowu moc, która nic tu nie znaczyła.

Kobieta nadal stała w progu, wokół jej nóg rozlewała się kałuża wody. W słabym świetle czołówki Danka nie widziała jej barwy. Czy była to zwykła deszczówka, czy może ociemnieni czerpali z czarnej głębi zalewu? Zadrżała. Towarzyszący im przewodnik poruszył się i wyciągnął dłoń ku niewidzącej, a ona cofnęła się o pół kroku, ale nie na tyle, aby mogli ją minąć. Brzydki śmiech na moment wkradł się w jej pieśń…

…minuty mijały, a Danka musiała czekać; nikt nie mógł rozkazywać niewidzącym. […]

Inkszy welt
Wydawca: Śląski Klub Fantastyki
Premiera: 13 listopada 2019
ISBN: 9788393124060

Do zdobycia...

Wydanie papierowe:
do kupienia na stronie Sekcji Literackiej Logrus
Darmowy e-book:
MOBI | EPUB | PDF

Spis treści

Michał Niedźwiedzki
   Zajścia w kopalni „Wyzwolenie”

Anna Askaldowicz
   Pamięć wody

Agnieszka Żak
   Przechył

Katarzyna Rupiewicz
   Córka utopca

Michał Cholewa
   Casus Belli

Marta Magdalena Lasik
   Głos

Inkszy welt
Wydawca: Śląski Klub Fantastyki
Premiera: 13 listopada 2019
ISBN: 9788393124060

Do zdobycia...

Wydanie papierowe:
do kupienia na stronie Sekcji Literackiej Logrus
Darmowy e-book:
MOBI | EPUB | PDF

Spis treści

Michał Niedźwiedzki
   Zajścia w kopalni „Wyzwolenie”

Anna Askaldowicz
   Pamięć wody

Agnieszka Żak
   Przechył

Katarzyna Rupiewicz
   Córka utopca

Michał Cholewa
   Casus Belli

Marta Magdalena Lasik
   Głos

Pomyśl o dźwiękach nocy, o trzasku w ciemności, pracujących ścianach, o puszce toczonej ulicą przez wiatr, o kapaniu wody, o szumie chłodziarki i tykaniu zegara. Pomyśl o chrapaniu sąsiada przesączającym się przez cienką ścianę, o własnym oddechu i strzelaniu stawów, gdy przewracasz się z boku na bok, nie mogąc zasnąć.

A teraz zwielokrotnij to sto razy.

Niech ta kakofonia dźwięków przyklei się do twoich myśli i zacznie szarpać nerwami. Niech wypełni wszystko wokół. Zmusi cię do szukania sensu, słów, przesłania, choć przecież wiesz, że ich tam nie ma. Że to tylko twój zaspany mózg próbuje przypisać znajome nazwy nieznanemu.

Pareidolia – nic więcej.

A najgorsze i tak jest to, że gdy zmęczenie w końcu odeśle cię do krainy snów, ta pieśń nie zniknie. Gdy obudzisz się rano, już będzie dźwięczała ci w uszach. Zbyt cicha, aby ją powtórzyć, aby naprawdę cokolwiek zrozumieć, ale zbyt głośna, by skupić się na czymkolwiek innym.

48%

To właśnie słyszała Danka, wpatrując się w pasek postępu zgrywania danych z terminala w ciemnej maszynowni Black Star Resort, piętnaście metrów pod ziemią, sto trzydzieści siedem metrów w linii prostej od najbliższego wyjścia z kompleksu, do którego mogła dostać się tylko przez drzwi, w których stała szamanka.

68%

Niewidząca była drobna, niedożywiona i nie stawiłaby oporu, gdyby ją odepchnąć – Danka nie potrzebowałaby do tego więcej siły niż do strzepnięcia kurzu z rękawa standardu, ale gdyby odważyła się to zrobić, nie byłaby pewna, czy dotarłaby żywa do wyjścia.

76%

Ociemnieni byli spokojni. Żyli w ruinie hotelu w strefie wykluczenia, nigdy nie bronili Dance dostępu do terminala w maszynowni, nigdy nie skrzywdzili strażników pilnujących granicy zony, nie zadawali pytań, nie prosili o nic i trzymali się na dystans.

97%

Obserwowali ją, tak jak ona obserwowała ich – z daleka, kątem oka i w milczeniu. Niewidzące były ich szamankami, kapłankami. Danka nie była pewna, jak je nazywać, ale wiedziała, że dla pozostałych członków grupy są bardzo ważne.

Niewidząca fałszowała. Głoski formowały się na jej ustach w sylaby. Sylaby w słowa, które nie istniały, ale im dłużej to trwało, tym więcej niesłów znajdował złakniony sensu mózg Danki. Dopasowywał znaczenia, dopowiadał dźwięki, interpretował, nawet gdy Danka starała się ignorować śpiew szamanki. Słyszała dużo ź, sz, ź i ło. Chwilami wyłapywała niewyraźne przyszło, mówi i coś, co brzmiało jak przełaj albo przelej – nie była pewna.

Odwróciła się.

Niewidząca stała w progu – w sukience z za dużej koszuli standardu, blada, z opuchniętymi ustami, mokrymi włosami klejącymi się do zapadniętych policzków i kościstych ramion. Z czerwonymi śladami pocałunków na szyi, siniakami w kształcie dłoni na nogach, bo gdy nie ma dostępu do farmaceutyków, trzeba inaczej wychodzić z siebie, wyzwalać świadomość z okowów ciała… Danka nie widziała tego na własne oczy, ale strażnicy opowiadali jej, jakie odgłosy niosły się nad wodą w ciche noce. Oczy niewidzącej były czarne jak tafla zalewu, patrzyły uważnie – nie była ślepa, a tytuł był właśnie tylko tym: tytułem. KnowYou dopasował do niej wizytówkę i mała zielona ramka pojawiła się obok kobiety niczym metka doszyta do jej ramienia: Karolina Sarowska, 29 lat, zaginiona od ośmiu miesięcy, ocena społeczna 91/100/AA, lingwistka, analityczka, ostatni raz widziana w TG…

100%

Dance drżały dłonie, gdy wyjmowała wpinacz, na który zgrała dane z gniazda, i chowała go do szyfrowanej saszetki na biodrze. Nigdy wcześniej nie słyszała śpiewu niewidzącej. Nucenie, zawodzenie, jęki – tak, ale jeszcze nigdy nie brzmiało to tak bardzo jak pieśń.

– Skończyłam – oznajmiła, a echo powtórzyło po niej, nadając słowu moc, która nic tu nie znaczyła.

Kobieta nadal stała w progu, wokół jej nóg rozlewała się kałuża wody. W słabym świetle czołówki Danka nie widziała jej barwy. Czy była to zwykła deszczówka, czy może ociemnieni czerpali z czarnej głębi zalewu? Zadrżała. Towarzyszący im przewodnik poruszył się i wyciągnął dłoń ku niewidzącej, a ona cofnęła się o pół kroku, ale nie na tyle, aby mogli ją minąć. Brzydki śmiech na moment wkradł się w jej pieśń…

…minuty mijały, a Danka musiała czekać; nikt nie mógł rozkazywać niewidzącym. […]