Francine
Ja vs groza
Tego popołudnia, podobnie jak poprzedniego, madame Bransque usiadła przy toaletce i przez chwilę przypatrywała się swemu odbiciu. Wyglądała niepięknie. Nie było co się oszukiwać, że jest inaczej. Pod oczami znaczyły się cienie, które przypominały o bezsennych nocach spędzonych na nasłuchiwaniu. Same oczy wydawały się bardziej mętne niż powinny. Usta zaczęły pierzchnąć, a jeszcze tego ranka, powodowana obawami, przypadkiem sama przegryzła cienką skórę. Ludwik niczego nie zauważył, ale to nie poprawiało humoru madame. Jej małżonek w ostatnich dniach niewiele rzeczy w domu zauważał. Zbyt był zajęty przyjmowaniem gości, interesami i wyjściami na spotkania, o których nic jej nie mówił. Powtarzał tylko, że wojna z Austrią, to dla nich szansa i że ona, Alice, ma nie zrobić niczego głupiego, a najlepiej niech nie opuszcza domu. Jakby w ogóle przeszło jej to przez myśl!
Odwróciła spojrzenie od lustra i z szufladki wyciągnęła arkusz papieru. Tak jak poprzedniego dnia zaczęła pisać na nim list rozpoczynając od słów najdroższy mój przyjacielu. Punkt czwarta zadzwoniła po Francine. Wysoki dźwięk dzwoneczka noszonego przez panią domu przedostał się za drzwi i dogonił pannę pokojową na półpiętrze domu przy Rue de Cherche Midi pomiędzy przedmieściem świętego Germana a świętego Michała, lecz świętych tu teraz raczej nie było.
Francine odetchnęła głęboko nim obróciła się na pięcie i żwawym krokiem ruszyła ku pokojom pani. Wiedziała, że teraz dostanie do ręki list i trzy razy usłyszy, jak ważny jest on dla nich wszystkich, i że ma go nadać z samego rana. Teraz nie, bo są inne rzeczy, ale z rana, gdy będzie załatwiać sprawunki ma go powierzyć komuś zaufanemu i nadać do drogich przyjaciół w Chatenay-la-Montagne, bo tylko oni mogą ich uratować. Wiedziała również, że bladym świtem madame będzie na nią czekać przy drzwiach (nie odważy się wejść na korytarz służby) i poprosi o zwrot listu. Wówczas Francine odda go jej ze strachem odmalowanym na twarzy, a ledwie madame Bransque zniknie jej z oczu odetchnie z ulgą.
Ale to miało wydarzyć się rano, teraz zaś mogła jak co popołudnie zejść do kuchni, bo madame musiała się zdrzemnąć. Ta sama scena rozgrywała się tu każdego dnia od wielu tygodni z zaledwie kilkoma wyjątkami, gdy pan Bransque sprowadził gości i wymógł na małżonce, aby pomogła mu ich zabawić nim przejdą do omawiania spraw dla kobiety zbyt zawiłych.
– Znów ci dała list! Przednio! – Donośny głos Alessii chyba tylko cudem nie docierał na parter, do państwa. – No chodź tu, pewno kazała go znowu z rana wysłać, prawda? Cała ta nasza pani, och, ach. Pokaż, co napisała!
Francine pokazywać nie zamierzała. Schowała list za pasek i usiadła na wolnym taborecie. Yves, pokojowiec, nalał jej do szklanki rozwodnionego wina i wszystko było jak zwykle. Zdążyła się nawet uzbroić w niewzruszony spokój, nim się odezwał.
– A żeby i ją ścieli. Żadna z niej arystokracja! Piąta woda po rozcieńczonym i tak kompocie, ale niech tną, jak się za taką uważa! Lepiej tępić zarazę, ledwo od ziemi łeb podniesie, bo się dorobi i jeszcze nie wiadomo, co się takim zamarzy! Kilka lat temu mniej mieli niż dzisiaj, tylko że kurze z tego bardziej ścierali, odsłaniali okna, a teraz to ona prawie z domu nie wychodzi, nie zaprosi nikogo. Wielka pani – prychnął i splunął. […]
Magazyn Histeria IX
Premiera: 27 lipca 2015
ISBN: —
Do zdobycia...
Do pobrania (Mobi, Epub, PDF) z witryny internetowej magazynu
Magazyn Histeria IX
Premiera: 27 lipca 2015
ISBN: —
Do zdobycia...
Do pobrania (Mobi, Epub, PDF) z witryny internetowej magazynu
Tego popołudnia, podobnie jak poprzedniego, madame Bransque usiadła przy toaletce i przez chwilę przypatrywała się swemu odbiciu. Wyglądała niepięknie. Nie było co się oszukiwać, że jest inaczej. Pod oczami znaczyły się cienie, które przypominały o bezsennych nocach spędzonych na nasłuchiwaniu. Same oczy wydawały się bardziej mętne niż powinny. Usta zaczęły pierzchnąć, a jeszcze tego ranka, powodowana obawami, przypadkiem sama przegryzła cienką skórę. Ludwik niczego nie zauważył, ale to nie poprawiało humoru madame. Jej małżonek w ostatnich dniach niewiele rzeczy w domu zauważał. Zbyt był zajęty przyjmowaniem gości, interesami i wyjściami na spotkania, o których nic jej nie mówił. Powtarzał tylko, że wojna z Austrią, to dla nich szansa i że ona, Alice, ma nie zrobić niczego głupiego, a najlepiej niech nie opuszcza domu. Jakby w ogóle przeszło jej to przez myśl!
Odwróciła spojrzenie od lustra i z szufladki wyciągnęła arkusz papieru. Tak jak poprzedniego dnia zaczęła pisać na nim list rozpoczynając od słów najdroższy mój przyjacielu. Punkt czwarta zadzwoniła po Francine. Wysoki dźwięk dzwoneczka noszonego przez panią domu przedostał się za drzwi i dogonił pannę pokojową na półpiętrze domu przy Rue de Cherche Midi pomiędzy przedmieściem świętego Germana a świętego Michała, lecz świętych tu teraz raczej nie było.
Francine odetchnęła głęboko nim obróciła się na pięcie i żwawym krokiem ruszyła ku pokojom pani. Wiedziała, że teraz dostanie do ręki list i trzy razy usłyszy, jak ważny jest on dla nich wszystkich, i że ma go nadać z samego rana. Teraz nie, bo są inne rzeczy, ale z rana, gdy będzie załatwiać sprawunki ma go powierzyć komuś zaufanemu i nadać do drogich przyjaciół w Chatenay-la-Montagne, bo tylko oni mogą ich uratować. Wiedziała również, że bladym świtem madame będzie na nią czekać przy drzwiach (nie odważy się wejść na korytarz służby) i poprosi o zwrot listu. Wówczas Francine odda go jej ze strachem odmalowanym na twarzy, a ledwie madame Bransque zniknie jej z oczu odetchnie z ulgą.
Ale to miało wydarzyć się rano, teraz zaś mogła jak co popołudnie zejść do kuchni, bo madame musiała się zdrzemnąć. Ta sama scena rozgrywała się tu każdego dnia od wielu tygodni z zaledwie kilkoma wyjątkami, gdy pan Bransque sprowadził gości i wymógł na małżonce, aby pomogła mu ich zabawić nim przejdą do omawiania spraw dla kobiety zbyt zawiłych.
– Znów ci dała list! Przednio! – Donośny głos Alessii chyba tylko cudem nie docierał na parter, do państwa. – No chodź tu, pewno kazała go znowu z rana wysłać, prawda? Cała ta nasza pani, och, ach. Pokaż, co napisała!
Francine pokazywać nie zamierzała. Schowała list za pasek i usiadła na wolnym taborecie. Yves, pokojowiec, nalał jej do szklanki rozwodnionego wina i wszystko było jak zwykle. Zdążyła się nawet uzbroić w niewzruszony spokój, nim się odezwał.
– A żeby i ją ścieli. Żadna z niej arystokracja! Piąta woda po rozcieńczonym i tak kompocie, ale niech tną, jak się za taką uważa! Lepiej tępić zarazę, ledwo od ziemi łeb podniesie, bo się dorobi i jeszcze nie wiadomo, co się takim zamarzy! Kilka lat temu mniej mieli niż dzisiaj, tylko że kurze z tego bardziej ścierali, odsłaniali okna, a teraz to ona prawie z domu nie wychodzi, nie zaprosi nikogo. Wielka pani – prychnął i splunął. […]